kontakt: to-dopiero-poczatek@wp.pl

5 prostych nawyków dzięki którym nie tyję

Dużo osób zwraca uwagę, że jestem bardzo szczupła… a jem tyle co dorosły facet 😅 Coś w tym jest. Dzisiaj omawiam 5 prostych nawyków, dzięki którym nie tyję. Na wstępie zaznaczam, że to sposoby, które stosuję regularnie. Zaszczepiłam je do swojego życia na zawsze. Przestałam się nad nimi zastanawiać. Obecnie ich przestrzeganie nie sprawia mi najmniejszego kłopotu. Te zmiany przyszły mi bardzo łatwo. Tobie też mogą. Chcesz? Siadaj, czytaj i bierz dla siebie tak dużo jak możesz 😉

.

.

Dzień zaczynam od śniadania

.

.

Czasem większego, czasem mniejszego. Ale nie ilość w tym przypadku jest ważna, tylko nawyk. Zaczynam jeść od początku dnia. Później jest jeszcze obiad i kolacja. W międzyczasie przekąski. Dzięki temu, że w ciągu dnia systematycznie jem, wieczorem nie dopada mnie wilczy głód. Na kolację wystarcza mi zazwyczaj szklanka kawy zbożowej na mleku, 2 naleśniki itp. Raczej małe i lekkie posiłki. Nie dlatego, że na wieczór powinno się jeść mało. Po całodniowym systematycznym jedzeniu, nie mam ochoty na więcej. Organizm ma czas, aby na bieżąco trawić to co mu podsyłam. Nie napycham się na wieczór, więc rano jestem na tyle głodna, że MUSZĘ coś zjeść, bo inaczej nie dałabym rady chodzić 😜

.

.

Słodkie napoje zamieniłam na wodę

.

.

Ewentualnie gorzką herbatę. Przyszedł taki moment nie pamiętam dokładnie kiedy, chyba gdzieś na początku studiów, że przestała mi smakować słodzona herbata. Nie mogłam nią ugasić pragnienia. Spróbowałam bez cukru. Czarna jakoś nie powalała mnie swoim smakiem ale biała aromatyzowana herbatka… hmmm niebo w gębie. Żal było niszczyć jej smak cukrem. Później powoli, powolutku zaczęłam się przystosowywać do delikatnej, czarnej, niesłodzonej herbaty. Co do naturalnych soków zawsze były dla mnie zbyt intensywne. Musiałam je rozcieńczać. Za colą czy innymi gazowanymi napojami też nie przepadam, więc raczej nie miałam z nimi problemu. Jasne, że od czasu do czasu mam na nie ochotę ale to wypada raz na jakiś miesiąc albo rzadziej. Woda to dla mnie napój, który idealnie gasi pragnienie. Moje dziecko, też od małego nauczyło się ją pić. Nawet jak ma do wyboru, woda czy sok, wybiera wodę. Cieszę się z tego 😊

.

.

Planuję posiłki

.

.

Co za tym idzie zakupy spożywcze. Do sklepu wysyłam męża z listą zakupową. Umówiliśmy się jakiś czas temu, że nie kupujemy nic spoza niej. Chociażby dawali za pół ceny albo opakowanie wyglądało tak, że trudno przejść obok niego obojętnie. Lista i do przodu. Dzięki temu nie mam w lodówce 10 jogurtów które muszę zjeść, bo się zepsują. Poza tym, to strasznie miłe uczucie, że nareszcie nie wyrzucam jedzenia. Albo wyrzucam 10% tego co wcześniej. Zdarza mi się oczywiście ugotować za dużo makaronu albo ryżu na mleku, na który później nikt nie ma ochoty ale pracuję nad tym 😉 Muszę przyznać, że jest znacznie lepiej. To naprawdę mój powód do dumy.

.

.

Gotuję samodzielnie

.

.

Więc dokładnie wiem co jem. Wiem ile cukru dodałam do ciasta, jakiego tłuszczu użyłam. Wiem, że jem to co świeże. Modyfikuję przepisy tak aby zrobić z nich ‚zdrowszą wersję’. Do ciasta dodaję troszkę mniej cukru. Zamiast śmietany używam jogurtu naturalnego. Przygotowuję tyle porcji, ile będziemy w stanie zjeść całą rodziną, tak aby nie musieć dojadać na siłę.

.

.

Piję w trakcie jedzenia

.

.

Oczywiście wodę z cytryną 😉 Nie dlatego aby szybciej wypełnić żołądek. To taka moja subiektywna potrzeba. Bez popicia obiadu nie byłabym w stanie go zjeść i pewnie dopychałabym się czymkolwiek. A żeby było śmieszniej, czasem popijam nawet zupę. Nie wiem skąd mi się to wzięło… Zazwyczaj popijam wodą, czasem czystkiem lub herbatą [nie słodzę].

.

.

Jem powoli i nie czekam aż będę głodna na maksa

..

.

W pracy już nawet krążą o tym dowcipy. Wychodzę na obiad przed wszystkimi, aby zdążyła już trochę podjeść i stołówkę opuściła razem z innymi 😉 Jest w tym pewna logika, która ułatwia utrzymanie wagi. Żołądek wysyła sygnały do mózgu, że jest już pełny z pewnym opóźnieniem. Jeśli w krótkim czasie napchałabym się i połknęła masę kalorii, to nadmiar odłożyłby się w boczkach. Jedząc powoli, mózg dostaje od żołądka sygnał o sytości, kiedy jest napełniony ‚w sam raz’ a nie przeładowany.

.

.

Wpisuję deser do mojej diety

..

.

Nie będę oszukiwać – lubię słodkie. To naturalne, że po obiedzie mamy ochotę na słodycze. Smakołyki mają to do siebie, że w bardzo gwałtowny sposób podnoszą poziom cukru we krwi a później równie gwałtownie ten cukier spada. Co wtedy czujemy? Wilczy głód. Koniecznie musimy coś zjeść. Dlatego łakocie najlepiej zjadać ok. pół godziny po wartościowym posiłku. Wtedy to co mamy w żołądku wymiesza się ze słodkim i ten skok będzie zniwelowany.

.

.

Teraz wasza kolej. Dzielcie się nawykami, które pozwalają Wam utrzymać wagę na właściwym poziomie. Co w Waszym przypadku sprawdza się najlepiej?

PS. Lubię komentarze 😉

.

.


Pobierz tabelę z przykładami pokarmów i umiejętnościami w zakresie żywienia w poszczególnych miesiącach życia. Zapisz się na newsletter i otrzymuj dodatkowe materiały


.

A jeśli podoba Ci się wpis i tematy poruszane na blogu, to będę Ci bardzo wdzięczna, jeśli poświęcisz minutkę i polubisz stronę bloga To Dopiero Początek z zaznaczeniem opcji ‚WYŚWIETLAJ NAJPIERW’

Dziękuję

 

Dziękuję !!!

No Comments Yet.

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *