Bardzo ważna rzecz którą musisz zaakceptować w swoim dziecku

Czy mi się to podoba czy nie, mam ograniczony wpływ na to jaka będzie moja córka. No jak to – a wychowanie, kształtowanie charakteru? TEMPERAMENT – dzisiejsze słowo klucz. Nie wierzę, że udałoby mi się nauczyć ją bycia spokojną i opanowaną kiedy energia, aż wypływa z każdego centymetra jej ciała.

 

A poza tym jak powiedział Johnny Deep:

.

.

„Myślę, że każdy jest dziwny. Powinniśmy wszyscy celebrować naszą indywidualność i nie wstydzić się jej.”


.

.

Dlatego pod żadnym pozorem nie próbuję zmieniać dziecka nawet jeśli czasem wydaje się być nieco dziwne 😉

 

Trochę przypomina mi drzewo jabłoni. Choć czasem stając przed nią miałabym ogromną ochotę na gruszkę czy śliwkę i tak nie „zerwę” z niej nic poza jabłkami. Każde nasionko jabłoni wie bez niczyjej pomocy kiedy ma wzejść, później co robić aby rosnąć – tak ona i każde dziecko mają taki zestaw informacji wbudowany w kod genetyczny. Ja mogę tylko przycinać gałązki, podlewać i pielęgnować. Muszę jednak wybić sobie z głowy, że zrobię z niej nowe drzewo tylko dlatego, że inne owoce smakują mi bardziej [albo po prostu inaczej]

Ona jest bardzo dynamiczna, bardzo żywa i ciekawska. Ciężko przewidzieć co za chwilę przyjdzie jej do głowy. Czasem jest słodka jak miód – jadłabym ją łyżkami a czasem tak marudna, że marzę aby jak najszybciej wyjść z domu. Jak sobie radzę z tą mieszanką emocji? Balansuję między spontanicznością, instynktem, radami przeczytanymi w książkach i zasłyszanymi od znajomych 😉

.

..

Ona jest dokładnie taka…

.

jaka jest

.

.

 

Noszę się z pomysłem aby zatrudnić ją w agencji reklamowej. Moja córka na bank by się tam sprawdziła. Przy okazji poprawilibyśmy nasz budżet rodzinny 🙂 Ma 1000 pomysłów na minutę, zadaje tyle pytań, że uczę się przy niej więcej niż w jakimkolwiek innym miejscu. „Dlaczego komary są mniejsze niż muchy?”,”Dlaczego samochody maja 4 koła”, „Czemu gwiazdy błyszczą?”. Czasami pyta o rzeczy tak niedorzeczne, że sama zaczynam się zastanawiać czy ona naprawdę są niedorzeczne, czy może mój mózg zdrewniał już na tyle, że tak mu się właśnie wydaje 🙂 No bo właściwie, po co Bóg stworzył i komary i muchy. Dlaczego są zbliżone kształtem ale nie identyczne. I sama zaczynam się wkręcać.

.

.

Zamiast na siłę starać się ja zmienić, robię to…

                                                                                                                      co mogę.

.

.

 

Uczę się radzić z tym co zostało mi dane 🙂 Wyznaczyłam sobie, co w wychowaniu ma dla mnie największe znaczenie. I tak zupełnie nie zależy mi na tym, aby w wieku trzech lat umiała czytać czy sznurować sobie buty. Czort z tym, że dzieci w jej wieku potrafią policzyć po angielsku do dziesięciu. Za kilka lat to nie będzie miało najmniejszego znaczenia. O wiele bardziej zależy mi na tym aby znała swoje silne i słabe strony. Potrafiła wykorzystać te mocne, a słabsze albo rozwijała [jeśli chce] albo przynajmniej nie traktowała ich jako kompleks. Zamiast siedzieć i uczyć ją pisać przyglądam jej się uważnie. I widzę w niej siebie! Też ciężko usiedzieć mi na miejscu. Ciągle do czegoś dążę. Kiedy ja jestem zła automatycznie jej się to udziela. Ja krzyczę ona odpowiada mi tym samym. Jesteśmy jak tryby w tym samym zegarku. Świadomość tego, pozwala mi to wykorzystywać. Zmieniając siebie wpływam na nią znacznie bardziej, niż gdybym dzień w dzień robiła jej wykłady na temat „Jak powinno się….” Czasem z takiej obserwacji dowiaduję się, że ona już potrafi robić to czego właśnie planowałam ją uczyć. Tak było na przykład z dzieleniem się.

.

.

 

Ona jest i będzie sobą czy mi się to podoba czy nie

.

.

 

Mojego charakteru też nikt już nie zmieni. Może tylko wpływać na mnie, przez swoje zachowanie. Kiedy byłam wściekła na męża, a jemu w moich krzykach udało się zachować spokój i nawet wykrzesać trochę humoru – pękałam a moje nastawienie od razu się zmieniło. Zauważyłam też, że w pewnym sensie, to jak ja ją postrzegam przekłada się na to jak w rzeczywistości się staje. Mówię „Miło patrzeć jak sprzątasz” a ona sprząta. To wychodzi jakoś bardzo naturalnie. Nie zawsze tak było, bo nie miałam pojęcia, że tak można! Kiedyś pakowałam nas na wyjazd. W jej pokoju mamy główną szafę, więc zrobił się tam burdel na kółkach. Ona wchodzi do pokoju i mówi „Jaki okropny bałagan. Wychodzę, a jak wrócę ma mi tu być porządek”. Zdębiałam. Usłyszałam dokładnie to co czasem sama jej mówię, kiedy chcę aby szybko ogarnęła pokój. Na własnym przykładzie odczułam, że ona staję się taka, jak ja jestem.

.

.

Kiedy widzę, że córka stara się być sobą i szuka swojej drogi pozwalam jej na to. Przynajmniej staram się nie przeszkadzać. Dlatego jeśli prosi mnie abym kupiła jej kombinezon z kwiatkiem – robię to. Lubi kwiaty – więc ma. Wolę mieć córkę ubraną od góry do dołu w w to co sama wybrała lub zaakceptowała mimo, że nie zawsze się ze sobą komponuje, ale pewną siebie i otwartą niż ubraną tak, jak ja tego chcę, ale z poczuciem, że coś jest z nią nie tak, skoro ma taki kiepski gust.

Nie zmieniam.

Akceptuję

.

_____________________________________________________________________

➡ polub  todopieropoczątek.pl   

➡ wejdź na    www.todopieropoczatek

.

.

No Comments Yet.

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *