Zrobiłam „TO” bo miałam już dosyć usypiania córki

Moje wieczory wyglądały mniej więcej tak. Brałam prysznic przed kąpielą córki, później myłam ją. Kładłyśmy się razem w moim łóżku i czekałam aż uśnie. Planowałam co będę robiła, kiedy córka odpłynie. Czasem usypianie trwało 5 minut, czasem 45 a najczęściej nie wiem ile, bo usypiałam razem z nią lub nawet przed nią [dowiadywałam się o tym, kiedy ciągnęła moje włosy tak mocno, że Kupidyn uciekał].

.

.

Przez długi czas mówiłam sobie, że w ciągu dnia jesteśmy ze sobą tak krótko, że usypianie to sposób na wspólne spędzenie czasu. Później coś się zmieniło. Przyszedł taki moment w moim życiu, że już nie chciałam usypiać dziecka wieczór w wieczór. Leżałam obok niej i rozmyślałam, na co najchętniej przeznaczyłabym tą godzinę. Byłam wściekła, że markuję czas!!! [jakkolwiek to nie zabrzmi w tej sytuacji]. Jestem matką pracującą <<klik>> Nie ma mnie w domu przez 10 godzin więc ta jedną dodatkową naprawdę nie pogardzę. Zrobiłam „TO” bo miałam już dosyć usypiania córki.

.

.

Zrobiłam „TO” bo miałam już dosyć usypiania córki

.

.

Leżałam przy niej, myślałam i postanowiłam. Nauczę ją samodzielnego usypiania! Ale zrobię to po swojemu. Czytałam o różnych metodach. Brzmiących tak strasznie, że nie chciałabym aby ktoś wypróbowywał je na mnie. 3-5-7 grr. Płacz i nerwy po obu stronach. Tak nie chciałam.

.

.

Do sedna. Jak uczyłam córkę samodzielnego usypiania?

.

.

Zanim nastał wieczór powtarzałam jej kilka razy, że dzisiaj pójdzie spać razem z misiami. Wyjaśniałam dlaczego dzisiejszy wieczór będzie inny niż poprzednie. Mówiłam, że dzieci w tym wieku śpią już w swoich własnych łóżeczkach, że ze mną jest ciasno.
Trudność z przestawieniem na samodzielne usypianie polegała na tym, że w otoczeniu nic się nie zmieniło. Nie było nowego pokoju czy nowego łóżka. Były tylko nowe zasady.
Początkowo było tak jak każdego innego wieczora.  Kąpiel, ubieranie w piżamki, wspólna modlitwa i bajka. Później nie kładłam się przy niej jak zwykle. Siedziałam i trzymałam za rączkę kilka minut. Wstałam ale nadal byłam w pokoju.

.

.

– mamusiu kładź się

– nie postoję

– mamo, no chodź na prawdę

– nie postoję

– ale ja nie chcę sama leżeć

– jestem blisko – i tak dziesiątki razy

.

.

Byłam w tym samym pokoju, patrzyła na mnie i powoli przymykała oczy. Powolutku, po cichutku wychodziłam z pokoju. Uff.. Jestem w przedpokoju. Nadal mnie widziała. Powolutku, po cichutku przechodziłam do drugiego pokoju. Próbowałam czytać książkę ale w miejscu, w którym córka cały czas miała mnie na oku 🙂

.

.

Oczywiście w międzyczasie ciągle słyszałam

– Mamusiu kładź się, mamusiu chodź spać, zimno mi, boli noga, mam kaszel…

Nie wdawałam się w dyskusje. Przychodziłam aby ją przykryć, dać wody i buziaka.

Ewentualnie, krótko odpowiadałam:

– Jestem bliziutko albo śpij [mówione spokojnym i miękkim głosem]

.

.

Kiedy wychodziła z łóżka i szła do mojego pokoju odprowadzałam ją ze słowami „Jestem bliziutko”.

Nie miałam pojęcia, że dzieci są takie wytrwałe. Kiedy zdała sobie sprawę z tego, że od dzisiaj nie będę się z nią kładła zaczęła nawoływać… tatusia.

.

.

Pierwsze usypianie na nowych zasadach trwało pewnie ze 2 godziny. Noo nie powiem aby to było najmilsze doświadczenie w moim życiu. Skłamałabym mówiąc, że to poszło łatwo, przyjemnie i zupełnie bezstresowo. Tak wyglądały nasze wieczory przez ok 2 tygodnie. Raz była spokojniejsza – kilka razy powiedziała „mamusiu chodź spać” innym razem były płacze. Po tych pierwszych trudnych dniach powoli zaczęła rozmieć, że usypia sama w swoim pokoiku a rodzice są na wyciągnięcie ręki. Niczego nie musi się bać.

Drzwi  były otwarte dopóki nie zasnęła.

.

.

Zrobiłam „TO” – wyszłam wieczorem z jej pokoju, bo miałam już dosyć usypiania córki. Z perspektywy czasu uważam to za dobre. Mijało się z celem abym spędzała z nią czas i była zła jak osa.

.

.

Teraz kiedy, już oswoiłyśmy się z nową sytuacją wieczory są naprawdę przyjemne. Jest śpiewanie, czytanie bajek i przytulanie. Później ją przykrywam, mówię „niech Ci się przyśnią Aniołki” i zostawiam spokojne, odprężone dziecko. Uff. Udało się. Wspaniałe uczucie. Kolejny duży krok za nami.

.

a ja

.

ja jestem wolna !!!  Mogę spokojnie czytać książkę, przeglądać internet i robić wszytko co mi się zamarzy.

BYŁO WARTO!

.

.

Pytanie lub komentarz? Czekam na wiadomość właśnie od Ciebie!

.

Masz pytanie? Możesz zadać je w komentarzu do tego wpisu lub za pośrednictwem Facebooka.

Będę Ci wdzięczna za podzielenie się swoim doświadczeniem lub opinią. Napisz proszę czy podobał Ci się ten wpis. Z chęcią podejmę dyskusję lub odpowiem na dodatkowe pytania.

Jeśli spodobał Ci się wpis, będę Ci bardzo wdzięczna jeśli podzielisz się nim ze znajomymi. Wystarczy kliknąć ten niebieski znaczek „f” po lewej stronie. Dzięki temu łatwiej będzie mu dotrzeć do osób, które nigdy nie słyszały o blogu TO DOPIERO POCZĄTEK a które mogą szukać informacji tu zawartych.

 .
.

_____________________________________________________________________

➡ polub  todopieropoczątek.pl   

➡ wejdź na    www.todopieropoczatek.pl

.

.

Zapisz

Zapisz

4 Responses
  • Zabiegana Mama
    Kwiecień 27, 2017

    Mam trójkę dzieci, każde jest nauczone samodzielnego zasypiania od początku, więc wiem jaki to luksus 😉 Gratuluję konsekwencji!

    • Kasia G.
      Kwiecień 27, 2017

      Każdego wieczora cieszę się, że podjęłam to wyzwanie 🙂

  • coralic blog
    Kwiecień 27, 2017

    Jestem w szoku.. mój zaraz wpadal w historię. Gdy tylko coś jest nie po jego myśli to się wydziera i ma to po dziś dzień (5lat). Podobnie próbowałam go nauczyć samodzielnego zasypiania ale nie było to takie spokojne jak u ciebie.
    U nas trwało to dobrych kilka miesięcy zanim zrozumiał że teraz zasypia sam. Gdzieś w okolicy 4 roku życia od godziny 20 mamy wolne 🙂

    • Kasia G.
      Kwiecień 27, 2017

      Z wydzieraniem się i krzykami też mam problem. Obecnie w nieco innym kontekście niż zasypianie.
      Sytuacje stały się na tyle częste i wyczerpujące, że zdecydowałam się pójść do psychologa.
      To było dokładnie wczoraj 🙂 Mam za sobą jeden wieczór i poranek na nowych zasadach.
      Zaczęłam czuć, że jestem w stanie zapanować nad sytuacją bez niepotrzebnych nerwów. Zapraszam wkrótce 🙂

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *