Jak codziennie konsekwentnie nie robię nic, by zmienić swoje życie

Jaka jestem śmieszna. Codziennie konsekwentnie nie robię nic, by zmienić swoje życie.

 

Czytam te wszystkie mądre poradniki. Bombarduję się nimi właściwie codziennie.  Nieustannie przewija się w nich zdanie „Wszystko zależy od Ciebie”. Wmawiam je sobie jak mantrę, a mimo to tkwię w wirze z którego nie bardzo potrafię się wykręcić.

Jestem coraz bardziej spięta. Czuję jak bardzo napięte mam mięśnie karku. Czuję to nawet nocą. Wybudzam się i powtarzam sobie, co jutro zrobię aby poprawić swoje życie.

Wyobrażam sobie, że jestem rozluźniona. Przekonuje siebie, że powinnam odpuścić, olać to, co nie jest esencją mojego bytu.

Co wieczór, co noc – robię postanowienia, żeby w ciągu dnia nie wykrzesać z siebie ani słowa, że nie pasuje mi obecny stan rzeczy.

Zamiast wszystko wykrzyczeć, zamykam się. Wiem, że to złe. Nie prowadzi do niczego dobrego, a jednak konsekwentnie nie robię nic aby zmienić swoje życie.

Zaglądam do Julki i Angeli aby znaleźć ukojenie. Czytam i mówię sobie, że tak właśnie chciałabym aby wyglądało  moje życie. Normalne, spokojne. Chce się wyrwać z tego wiru. Cieszyć się codziennością.

Z drugiej strony jest ambicja, aby udowodnić innym, że dam radę ciągnąć te wszystkie zobowiązania które mam.  Udowodnienie, że jestem silna i dam radę. W środku krzyczy – im lepsza, szybsza będziesz tym więcej ci dodadzą. Wiem to, a i tak  nie potrafię skapitulować. I tak przez 10 godzin dzienne, udowadniam coś komuś. Ludziom, którym tak naprawdę jestem obojętna. Zwracają na mnie uwagę tylko dlatego, że jesteśmy elementami tej samej maszyny. Jak ja się zatrzymam, blokuję innych. Wkręconych tak samo jak ja, albo jeszcze bardziej.

Żyję bardzo intensywnie. Wszystko dzieje się zawrotnie. Totalne szaleństwo. Nie wierzę, że znowu mamy weekend. Jestem niby bardzo aktywna, ale to jest jak film. Mam świadomość akcji która dzieje się wokół ale to jakbym nie była ja. Patrzę na siebie z boku. Pół-żyję.

Wiem, że nie urodziłam się po to aby przez całe dnie wgapiać się w monitor. W takim razie po co się urodziłam. Jakie jest moje powołanie? Mam trzydzieści lat i nadal nie wiem. Zachowuję się jak nastolatka, buntując się przeciwko zastanemu aby po chwili spojrzeć na wszystko racjonalnie. Taka dorosła, twardo stąpająca po ziemi pani. No jak to tak – poddać się? Zostawić wszystko. Jest jakaś inna rzeczywistość? Co pomyślą inni. Przecież tak się nie robi.

Tak bardzo chciałam być dorosła. Sama o sobie stanowić. I oto jestem.
Mogę wszystko a paradoksalnie jestem bardziej zależna od otoczenia, niż w czasach, kiedy mieszkałam z rodzicami.

Wstanę juro rano i przez jeden dzień będę dokładnie tym kim chcę być – sobą.
Przeżyję ten dzień inaczej. Świadomie.
Pójdę z córką i mężem na basen. Będę się tym cieszyła.

Sprawdźcie mnie czy dotrzymałam sobie słowa.

 

Bardzo Ci dziękuję, że doczytałeś aż dotąd 🙂

2 Responses
  • Sylwia
    Luty 12, 2017

    Haha, coś o tym wiem, to samo życie…..codziennie postanawiam że zrobię coś jeszcze, jeden dzień to tylko 24 godziny…..

    • Kasia G.
      Luty 13, 2017

      Sylwia, udało się – byłam z córką na basenie 🙂 Żałuję, że nie zdecydowałam się wcześniej. Polecam !!!

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *